FinTech – czy Dawid ma szanse w walce z Goliatem?

Od 2010 roku suma inwestycji w globalny sektor FinTech wyniosła ponad 50 miliardów dolarów, dzięki czemu powstało 2500 nowy spółek. W jaki sposób mariaż tradycyjnych usług bankowych i nowych technologii zmienił branżę finansową? Kto skorzysta, a kto straci na cyfrowej rewolucji?

Wszyscy na pokład

Dane z pierwszego kwartału bieżącego roku sugerują spowolnienie dynamiki
inwestycji w FT w ujęciu globalnym: według raportu konsultingowego giganta KPMG w
pierwszych trzech miesiącach 2017 zamknięto 260 transakcji o łącznej wartości 3,2 miliarda
dolarów (spadek o niecały miliard w porównaniu z Q4 ’16) . Analitycy sugerują, że rynek FinTech osiąga stadium dojrzałości, co z kolei napawa inwestorów umiarkowanym
optymizmem co do możliwości zebrania żniwa z obfitych inwestycji ostatniej dekady. Tym
bardziej, że ten innowacyjny sektor nie jest zdominowany już przez start-upy: globalne
instytucje finansowe coraz chętniej sięgają po nowatorskie rozwiązania.
FinTech (financial technology) to użycie nowoczesnych technologii cyfrowych dla
zaspokojenia potrzeb finansowych klientów poprzez tworzenie nowych produktów lub
sposobów ich dystrybucji. Lawinowo powstające w ostatnich 5 latach małe spółki oferowały
mobilne usługi płatnicze, internetowe transfery bezgotówkowe czy też ekspresowe pożyczki
drogą elektroniczną, zaspokajając wyrafinowane oczekiwania świadomych technologicznie
klientów. Nie ulega wątpliwości, że opisana rewolucja podważyła stary model biznesowy
dużych instytucji finansowych: FinTech dla bankowości staje się tym, czym kiedyś e-mail dla
tradycyjnej poczty – stare zasady gry uległy nieodwracalnej zmianie i tylko te firmy, które się
dostosują mogą wyjść z opresji obronną ręką.



Szybko, tanio i dobrze

Z raportu globalnej firmy doradczej PwC Global FinTech Report 2017 wynika, że ponad 80% ankietowanych managerów z branży finansowej uważa innowacyjne spółki
FinTech za zagrożenie dla ich biznesu. Jednocześnie ponad połowa badanych deklaruje, że
adaptacja nowych technologii będzie stanowić kluczowy element strategii ich pracodawców
na najbliższe lata. Biorąc pod uwagę oczekiwania klientów i konkurencję w sektorze[/url]
finansowym, nowy kierunek rozwoju to konieczność.
Klienci w roku 2017 przyzwyczajeni są do poziomu obsługi oferowanych przez gigantów
internetowych pokroju Facebooka, Google lub Amazon. W ostatniej dekadzie wymienione firmy dokonały rewolucji w sferze customer experience i wyznaczyły pionierskie standardy w zakresie wygody dostępu do usług i kanałów dystrybucji. Użytkownicy Facebooka lub
Google oczekują podobnych rozwiązań w branży finansowej, a bankowcy coraz uważniej
przysłuchują się tym głosom.

Banki detaliczne ograniczają sieć fizycznych placówek, koncentrując się na cyfrowych
kanałach dystrybucji. Postępuje również integracja bankowości internetowej z aplikacjami
mobilnymi oraz zacieśnia się współpraca z platformami oferującymi szybkie transakcje
bezgotówkowe. Bankowość inwestycyjna stawia na rozwój skomplikowanych algorytmów,
które dokonują transakcji na giełdach, a nawet zarządzają portfelem złożonym z kilku
rodzajów instrumentów finansowych. Według prognozy analityków Business Insider, do 2020
roku tak zwani robo-advisors, będą zarządzać aktywami o wartości 8 bilionów dolarów.
Dzięki optymalizacji kosztowej i zwiększonej efektywności, banki inwestycyjne będą mogły
dotrzeć do nowej grupy klientów, którzy nie byli do tej pory zainteresowani inwestowaniem.
W przypadku ubezpieczeń klienci korzystają z tańszych składek oferowanych przez
towarzystwa działające w oparciu o zasadę wzajemności. Insurtech coraz częściej sięga po
rozwiązania mobilne, które umożliwiają w łatwy sposób zakup polisy lub poszerzenie
ochrony.

Innowacyjne rozwiązania stanowią nieodłączny element przewagi konkurencyjnej w walce o
nowe pokolenie klientów. Jest jeszcze co najmniej jeden równie ważny powód, dla którego
instytucje finansowe muszą inwestować w technologię.

Robot na cały etat

Od momentu wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku nadzór regulacyjny nad
bankami został znacząco zaostrzony. Akty takie jak Dodd Frank, FATCA, MiFID istotnie
ograniczyły możliwość inwestycji własnego kapitału przez banki inwestycyjne. Wejście w
życie szeregu nowych regulacji w zakresie przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu
terroryzmu, wymusiło na instytucjach finansowych rozbudowania zespołów back-office, co z
kolei miało wpływ na wzrost kosztów operacyjnych oraz wydłużenie czasu realizacji
transakcji. Szacuje się, że suma wydatków związanych ze spełnieniem wymagań prawnych
dla dużego banku może wynieść nawet 4 miliardy dolarów rocznie. W obliczu tych wyzwań
oraz kurczących się marż, zastosowanie nowych technologii w usprawnieniu operacji wydaje
się absolutną koniecznością. Rynkowym standardem stają się rozwiązania wykorzystujące
sztuczną inteligencję oraz narzędzia służące do zrobotyzowanej automatyzacji procesów,
które zastępują pracowników banków w powtarzalnych, manualnych zadaniach. Oprócz
oszczędności, inne korzyści wynikające z robotyzacji to obniżenie ryzyka operacyjnego oraz
uzyskanie elastyczności w zarządzaniu zdolnością produkcyjną, w zależności od trendów
rynkowych.


Dzięki rewolucji fintech niewielkie startupy mogą w stanąć w szranki w obszarach
zdominowanych dotychczas przez duże korporacje o ogromnych zasobach kapitału. Nie ulega
wątpliwości, że do niedawna jedną z takich usług było doradztwo inwestycyjne, które
stanowiło kluczową usługę w ofercie największych instytucji finansowych. Oddając swoje
oszczędności pod opiekę doradcom finansowym, klient musiał liczyć się z faktem, że część
zysku z inwestycji zostanie pożarta przez wysokie prowizje. Ponadto, jeśli za nasze pieniądze
odpowiedzialny był pracownik dużego banku lub TFI, było bardzo prawdopodobne, że środki
lokowane będą w produkty inwestycyjne promowane przez instytucję świadczącą usługi, a
nie w te, które byłyby najkorzystniejsze dla naszego portfela.

W 2013 ciekawą alternatywę zaproponował były bankier inwestycyjny UBS Chris Brycki
wprowadzając na rynek internetową firmę doradztwa inwestycyjnego Stockspot. Brycki, znając tę branżę od podszewki, podsunął nową jakość na australijskim rynku inwestycyjnym: dzięki automatyzacji i wprowadzeniu robo-advisors znacznemu obniżeniu uległy koszty zarządzania portfelem inwestycyjnym, co z kolei wpłynęło na bardzo niską prowizję pobieraną od klientów. Zarówno proces zakładania konta na Stockspot jak i bieżąca jego obsługa jest przeprowadzana drogą elektroniczną, co może spodobać się szczególnie młodszemu pokoleniu klientów. Chris Brycki podkreśla, że kolejną wartością dostarczaną przez niego użytkownikom Stockspot jest transparentność inwestycji: w odróżnieniu od konkurentów, jego doradcy inwestycyjni publikują dane wszystkich funduszy, w które inwestuje Stockspot. To o tyle ważne, że firma lokuje środki głównie w ETFs (Exchange-trade funds), fundusze uczestnictwa odwzorowujące kurs indeksów giełdowych. Fundusze ETF, tak samo jak mechanizm inwestycyjny Stockspot, zarządzane są algorytmicznie, co znacząco obniża koszty oraz prowizje końcowego klienta . Stockspot do maja 2017 roku przyciągnął 25000 aktywnych użytkowników, którzy zainwestowali od 2000 do 1 miliona AUD. Mimo, iż przed firmą jeszcze długa droga do zbudowania marki globalnej, to już dziś można stwierdzić, że innowacyjne rozwiązania w powiązaniu z ekspercką wiedzą rynkową pozwalają na zbudowanie przewagi konkurencyjnej i kreowanie unikalnej wartości dla grupy świadomych technologicznie, a zarazem wymagających klientów.

FinTech to gra to wysoką stawkę, na której mogą skorzystać zarówno klienci, pracownicy jak
i akcjonariusze. Kto przegra? Na pewno ten, kto nie dostosuje się do nowych reguł gry i zbyt
późno wpłynie na burzliwe wody technologicznej innowacji w sektorze finansów.
Trwa ładowanie komentarzy...